Pies Towarzyszący

Dawno, dawno, dawno temu …. Czyli w roku 2000 moja bliska koleżanka z pracy sprawiła sobie biszkoptową kluseczkę, okazał się nią przesłodki Labrador Retriever. Swoimi opowiadaniami zaraziła mnie potrzebą posiadania czworonoga (sami wiecie jak to jest). Nie! Nie! Nie poleciałam do pierwszej lepszej „hodowli” i nie kupiłam po taniości czegoś w typie labradora! Rozpoczęłam mozolne wybieranie rasy odpowiedniej dla naszej rodziny oraz odkładanie pieniędzy na zakup rodowodowego szczeniaka. Lektura dotycząca przeznaczenia poszczególnych ras, jest bardzo wciągająca. Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważna jest to kwestia! Po przeanalizowaniu wielu ras wybór padł na Golden Retrievera, trzeba było jeszcze przeforsować wybór u Pana Codziennego. Płeć brzydsza ma skłonność do pewnej popularnej rasy, która wg mnie średnio się nadaje na psa rodzinnego, no i oczywiści w grę wchodził samiec. Po wielu przedstawionych argumentach dotyczących łagodności wybranej przeze mnie rasy oraz jej inteligencji udało się przekonać Pana Codziennego nawet co do płci czyli suczki. Pod koniec roku zaczął się wybór hodowli. Padło na małą rodzinną hodowlę z Kaszub. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Pojawienie się psa w domu, szczególnie w którym są dzieci, musi być przemyślaną i odpowiedzialną decyzją. Dobór rasy odpowiadającej wymaganiom wszystkich członków rodziny to rzecz priorytetowa. Weźmy pod uwagę chociażby sprawę aktywności rodziny: praca, szkoła, spacery, podróże. Nasze możliwości fizyczne też nie są bez znaczenia (czy utrzymamy psa na smyczy, a jak będzie stary czy wniesiemy go po schodach? Ile lat będziemy mieli za te 15 lat?). Nie wspomnę o kwestiach finansowych (karma, weterynarz itd.). Nie możemy dopuścić do tego, aby ktoś w domu nie akceptował psa albo pies będzie cierpiał z powodu braku funduszy na weterynarza. Konsultacje na poziomie domowników są niezbędne przed podjęciem decyzji. I tu zmierzamy do kolejnego problemu, zakupu szczeniaka. Dużo się o tym pisze, nie będę się powtarzać. Gwarancję, że szczeniak będzie posiadał większość cech zapisanych we wzorcu rasy oraz będzie zdrowy daje tylko profesjonalna hodowla zarejestrowana w Związku Kynologicznym w Polsce (pomijam tutaj kwestię zakupu poza granicami). Wiem, różnie z tą zdrowotnością bywa, ale procentowo mamy większe szanse. Potwierdzają to moje obserwacje wśród znajomych oraz sprawdziło się to w naszym przepadku.
I tak w czerwcu 2001r. w moim domu wylądowała słodka kremowa kuleczka:

Babette z nad Kaszubskiego Morza czyli Mi a w skrócie Miśka


Będąc pod wrażeniem rozmów z hodowcą, odbioru rodowodu i tego całego szumu … postanowiłam zacząć wystawiać naszą królewnę. Ładnie prezentowała się na ringu, oceny jednak były różne. Mimo, że i doskonałe się zdarzały, kariery nikt nam nie wróżył. Mnie też to kosztowało sporo nerwów, szczególnie przygotowanie niesfornej sierści sprawiało nam dużo problemów. Myślę jednak, że głównym powodem była moja coraz większa świadomość, że hodowla psów, to nie jest takie hop siup. Trzeba mieć dużą wiedzę kynologiczną chociażby na temat dziedziczenia, chorób, odchowywania szczeniąt, ogrom z którym dopiero co się zetknęłam pierwszy raz w życiu. Z drugiej strony zobaczyłam co się dzieje w schroniskach, zaczęłam czytać o pseudo hodowlach produkujących ogromną masę chorych szczeniąt. Istnieje już dużo fajnych, profesjonalnych hodowli, możemy korzystać też z zagranicznych, po co więc kolejna?


Decyzja o sterylizacji. Przyszła dość późno, bo w czwartym roku, powodów było kilka. Byłyśmy po wystawowych przygodach i decyzji o rezygnacji z planów hodowlanych oraz bardzo zaangażowane w naszą pracę po godzinach. Powrót do równowagi po cieczkowych przerwach zajmował nam dużo czasu, co utrudniało udział w szkoleniu. Obawiałam się też urojonych ciąż i konsekwencji zdrowotnych z tym związanych. Sterylizacja zapobiega też poważnym chorobom macicy, na które suki coraz częściej zapadają.
Różne opinie można znaleźć na temat sterylizacji czy kastracji psów. Powiem tylko krótko, że sporo psów pracujących w moim otoczeniu było poddanych temu zabiegowi i nic nie straciły na swojej użytkowości. Jestem jak najbardziej za!
Nie znalazłam też uzasadnienia wciąż krążącej opinii, że suka powinna mieć choć raz szczeniaki. Może ktoś coś wie na ten temat?

Wychowanie szczeniaka jest wyzwaniem. Pierwszy mój pies, brak wiedzy, różnie z tym bywało. Jesienią zapisałyśmy się na szkolenie PT (pies towarzyszący). O wyborze szkoły zadecydowała bliskość miejsca zamieszkania. 28 maja 2002r. zdałyśmy związkowy egzamin Psa Towarzyszącego PT-I z II lokatą 195/200 pkt. Pierwszy sukces zawsze najlepiej się pamięta i najbardziej nas cieszy. Z tym egzaminem związana jest pewna historia, która uświadomiła mi, jak ważna jest komunikacja w rodzinie. Jednym z elementów egzaminu PT jest aportowanie przedmiotu. Przyznam, że nie szło nam z tym najlepiej. Niedługo przed egz. przy obiedzie żaliłam się, że nie mogę sobie poradzić z tą kwestią i żadna metoda nie pomaga. Miśka po podjęciu aportu, ani myśli wracać z nim do mnie. Na co 12 letni wówczas mój syn, powiedział, że bawi się z nią w bardzo fajną zabawę, a mianowicie rzuca jej kija i rozpoczyna gonitwę za psem. AAAAAAAAAAAAA! Raaaaaaatuuuunku! Co prawda psim swędem zaliczyliśmy aportowanie (obcięte punkty), ale gdybym wcześniej odkryła ich fajną zabawę, mogłabym np. zaproponować równie fajną czyli coś odwrotnego. W dodatku psiak nie był uczony zabawy w aportowanie od małego (moje niedopatrzenie), więc to wszystko razem wzięte zaważyło negatywnie na naszych późniejszych poczynaniach zabawowo – aportowych.
Opowiadajmy więc swoim najbliższym co robimy na szkoleniach, czego się uczymy i jak.


Polecam wszelkie aktywności z psem. Do wyboru mamy wiele dyscyplin. Możemy w to zaangażować całą rodzinę, żeby aktywnie uczestniczyła w szkoleniu czy choćby kibicowała. Albo będzie to nasza odskocznia od codzienności, taka „Chwila tylko dla Siebie”. Wariantów jest wiele, najważniejsze, żebyśmy się dobrze z psem bawili. Wybór kursów, szkoleń jest ogromny. Istnieją możliwości przystąpienia do różnych organizacji i stowarzyszeń np. dogoterapeutycznych czy ratowniczych. Powstają też kluby przewidujące długofalową aktywność z psem, w których opłaca się tylko składkę członkowską. Możemy też sami zaangażować się w ułożenie naszego psiaka.
O naszej aktywności możecie przeczytać TU.

Co jest ważne w wychowaniu szczeniaka, szczególnie w pierwszym roku? No pewno socjalizacja z ludźmi. Lęk budzi agresję. Nie zależy nam chyba na tym, żeby na każdym spacerze przemykać się opłotkami, bo nasz pies niestosownie reaguje na ludzi? Dobrze wychowany pies musi być obeznany z ludźmi, szczególnie nie powinni budzić w nim lęku.


Jak bardzo nie robią wrażenia na Miśce obcy ludzie, widać na powyższym zdjęciu. Jakieś dziecko przyssało się do niej na bulwarze. Cały czas była zajęta swoimi sprawami, holując dziewczynkę to w te, to we w te, którą to zdecydowanie nie zniechęcało. Ciężko było później tego „pasożyta” odczepić od naszego psa :D

Kolejnym ważnym etapem jest socjalizacja z innymi psami. Tu akurat nie możemy przesadzić, ponieważ ciężko później pracować z psem, który przedkłada towarzystwo swoich pobratymców nad nasze. Ale też ciężko przychodzić na szkolenie czy po prostu iść ulicą z psem, który ma niecne zamiary w stosunku do każdego innego zwierzęcia.

Na zdjęciu po lewej stronie Miśka z Sel szczeniakiem owczarka środkowoazjatyckiego. Jak ten mały szczeniaczek zrobił siku w naszym przedpokoju (każdemu maluchowi może się to zdarzyć), to poszły 4 ręczniki :D

Przyjaciele to rzecz bardzo ważna w życiu! Z naszego doświadczenia wynika, że najlepszym przyjacielem psa pracującego jest kot! Dynię już poznaliście:)






Ogólnie zasada jest prosta: im pies więcej doświadczy, tym lepiej potrafi się odnaleść w życiu codziennym. Na przykład przyzwyczajanie od szczeniaka do różnych zabiegów weterynaryjnych. Leży to w naszej gestii, wystarczy dotykać po kolei uszu, kończyn, ogona, zębów czy zwykłe delikatne czesanie. Pies towarzyszący powinien w każdym środku transportu czuć się komfortowo:


Co by nie pisać Miśka to przede wszystkim pies rodzinny!


Wzięliśmy sobie do serca określenie Pies Towarzyszący. Od samego początku czynnie uczestniczy w naszym życiu:





Potrafi odnaleźć się u cioci na urodzinach, jak i na rodzinnych piknikach czy festynach.


U babci na działce:

Czy na spacerze po mieście:

Tu może trochę przesadziłam, bo trochę wstyd, jak pies ładuje się bez ceregieli do każdej fontanny;D

Wakacje z psem można spędzić bardzo miło, a jak już się wpadnie w rytm, to trudno sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. 
Pamiętajcie tylko o paszporcie!










„Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.” 
Adam Mickiewicz Sonety Krymskie Stepy Akermańskie



"W środku sali wycięte z marmuru naczynie;
To fontanna haremu: dotąd stoi cało,
I perłowe łzy sącząc, woła przez pustynie:

 Gdzież jesteś, o miłości, potęgo i chwało?
Wy macie trwać na wieki, źródło szybko płynie;
O! hańbo, wyście przeszły, a źródło zostało..."
Adam Mickiewicz Sonety Krymskie Bakczysaraj




 


W tym miejscu muszę koniecznie wpleść historyjkę dla kociarzy. Jałta to królestwo kotów! Koty wyglądające z wszystkich zakamarków, koty wylegujące się na trawnikach, koty łażące po drzewach nad głowami, koty, koteczki, kociska ... Ale jakie kolory! Różnorodność genetyczna powala! My też mamy przygodę z kotem. Przy naszej kwaterze rezydowała Mirka (imię nie od Mirosławy ale od rosyjskiego mir czyli pokój). Ale bynajmniej nie była pokojowo nastawiona (nie dziwię się też jej, gdyż odchowywała młode). Jej celem nadrzędnym stało się upolowanie Miśki w dosłownym słowa tego znaczeniu. Wychodzenie i wchodzenie do kwatery stało się dla nas wielkim wyzwaniem logistycznym! Na pierwszy ogień szedł Pan Codzienny, jak droga była wolna, wychodziła Mi, ja osłaniałam tyły:) I tak za każdym razem. Często trzeba było psa dosłownie bronić, bo pomimo naszych starań i tak nas Mirka wypatrzyła! 
Mirka i jej kociaki:

Jedziemy dalej. Pomnik aportującego psa i jego właścicielki w Budapeszcie zauroczył mnie a psa fontanny.


Za to Rumunia jest królestwem psów, i tak jak koty w Jałcie mają się całkiem nieźle, to tutaj ilość bezdomnych psów jest przerażająca. Dobrze, że nie organizują żadnego Euro ... W Bukareszcie (tam tylko to zauważyłam) psy są kolczykowane, kiepsko wyszło zdjęcie, ale kolczyk jest duży, żółty i wygląda trochę jak u krowy. Co wy na to? Jest plus, bo przy takiej ilości biegających watah, nikt nam psa nie odstrzeli! Psy są wszędzie, ten powyżej rezydował przy pałacu prezydenckim, nawet na leśnych parkingach zawsze jakaś wataha się pojawia. Musieliśmy się do tego przyzwyczaić, bo inaczej nie wysiedlibyśmy z auta. Zresztą okazało się, że są bardzo socjalne. Psich chrupek zeszło nam co niemiara. Miśka też sobie radziła. Na zdjęciu poniżej (pierwsze od lewej) szczeniaki odchowywane w dziupli drzewa.



Jeżeli ktoś jest mieszkańcem województwa ościennego okręgu Kaliningradzkiego można sobie zrobić fajny wypad z psiakiem nad morze Bałtyckie czy Kosę Kurską.

Sam Kaliningrad może nie powala na kolana, ale rzucić okiem zawsze warto:

Jak rozwiązujemy kwestię zwiedzania np muzeów? Często podróżowaliśmy z dziećmi, więc podział dwójkowy, jedna grupa zostaje, jedna zwiedza, później odwrotnie. Jeżeli jesteśmy tylko we dwójkę, to przy sprzyjającej pogodzie, idziemy na spacer z psem, później Miśka odpoczywa, a my idziemy zwiedzać. Tak też zrobiliśmy w Jantarze, wpierw wypad nad morze, później muzeum bursztynu. Bardzo małe, jedno pomieszczenie, mieści się w fabryce, ale Pani przewodniczka nadrabia wszelkie braki. Opowiada bardzo interesująco i z humorem (historię Prus Wschodnich radzę sobie przypomnieć). I pozwala macać niektóre eksponaty! (to coś w ręku Pana Codziennego to, jak się domyślacie bryła bursztynu).
Jak widać nie zabrakło tam też kota i psa:)



Niestety nie zapytałam Pani czy wszystko z wystawy jest do sprzedaży :D

Ostatni nasz wypad, tym razem do Wiednia opisałam TU. Dzisiaj na tym koniec, przed nami kolejne wakacje. Marzą nam się takie stacjonarne, wiecie: plaża, ciepła woda, napój z parasolką i wielka laba ... 



Pozdrawiamy wszystkie psy towarzyszące, ich właścicieli oraz ich kocich przyjaciół! 

7 komentarzy:

  1. Bardzo profesjonalnie podeszliście do wychowania Waszego Psa.Tylko pogratulować!:)Dużo zdrowia dla Miśki,bo nic tak nie cieszy jak dobre zdrowie Zwierzaka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne! Tak trochę później, bo na początku błędy się zdarzały :( Szczególnie, jak się ma pierwszego psa, a i książki też się jakoś czyta nie wszystko rozumiejąc, tak było przynajmniej w moim przypadku :(

      Usuń
  2. Muszę to pokazać mężowi, my też mieliśmy takie plany, ale poddaliśmy się z Rufim. Suczki są inne.
    Wspaniałego psa towarzyszącego macie. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Nie ma co się poddawać! Faktycznie suczki są inne, ale z chłopakami też można sobie poradzić, wbrew pozorom nie jest tak źle z facetami, dają cię udomowić ;D

      Usuń
  3. Genialny artykuł, cudna sunia, kot na wystawie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pokazałam Sagusi Misię.:"Zobacz,koleżanka!". Sagusia z wrodzoną sobie delikatnością przytaknęła, a potem wymownie spuściła białe rzęsy i spojrzała na swoją łapkę. Ciągle się cieszy, że ją ma.

    OdpowiedzUsuń

:D